Liv

Hobby

Opowiastki

Domostwo

Księga gości

Najprawdopodobniej po moim szanownym Tatuniu odziedziczyłam talent do układania rymów... przez co poniektórych zwanych "kozimi" ;-) Nie wiedzieć czemu - bo skąd nagle kozy? Może ktoś wie? ;-) Cóż, do poezji to się raczej nijak nie ma, ale uważam że całkiem zgrabnie pobrzmiewa. Poniżej kilka próbek sprzed lat.

Poza tym coś ekstra:
Bajka Kociołkowa
,
którą dostałam na urodziny, autorstwa mej niezrównanej Kumy Goldilox.

 

Jesień
Wierszyk napisany w czasie bliżej nieokreślonym, ale z całą pewnością jesiennym. Wyrazy typu "siem" i "kmury" są niewątpliwymi naleciałościami z Wirtualnej Kawiarenki.

Znowu przyszła, brzydka, chłodna
i nad wyraz niewygodna,
z deszczem co siem z niebios leje
na miasteczka, wioski, knieje,
z wiatrem co tarmosi włosy...
Chce siem krzyczeć w niebogłosy!
Nie ma słońca, nieb błękitu,

życie robi siem do kitu.
Łódki dawno pochowane,
deski, żagle pozwijane,
jakiś żal chwyta za serce,
dusza twoja w poniewierce...
Jedno tylko widzę wyjście -
gdy siem zbliża zimy przyjście
jeść igliwie, jak Muminki,
nie wychodzić spod pierzynki,
słuchać sobie deszczu szumu,
nie odchodzić od rozumu,
patrzyć w niebo za kmurami,
widzieć błękit wraz z żaglami,
słuchać szant i piwko pić,
żeby chciało nam siem żyć!
Tak doczekać trzeba wiosny,
kiedy świat jest już radosny,
wszystko pięknie siem zieleni,
kolorami tęczy mieni,
łódki, żagle, deski, wiatr...
znów bajeczny będzie świat :-)

Nowy rok żeglarzy
Ułożony w śnieżnym grudniu 2002 roku, był wyrazem tęsknoty za latem i wszystkimi przyjemnościami, które się z nim wiążą...

Za oknami śnieżnie, mroźnie,
Zimne wiatry wieją groźnie,
Wszystko nas przejmuje chłodem...
A jeziora skute lodem.

Taka pora ta grudniowa,
Myśli ciężko ubrać w słowa...
Mimo wszystko ja spróbuję -
Jakiś wierszyk skomponuję...

Bo gdy patrzę na świat wkoło,
Choć wygląda niewesoło,
Widzę różne dziwne rzeczy -
Coś wzrok koi, duszę leczy...

Oto śnieg, gdy ziemię chłodzi,
Żagli biel na myśl przywodzi!
Maszty, bomy, szoty, fały,
Wiatry jak na wantach grały!

A to drzewko, to zielone,
Co bombkami obwieszone...
Tej choinki zapach niesie
Myśli o szumiącym lesie...

O jeziorach pełnych łódek!
Gdzie żeglarski miły ludek
Wodno sobie egzystuje
I na łajbach swych bytuje...

Bo ta zima... nie trwa wiecznie,
Kiedyś skończy się bezsprzecznie!
Na jeziora powrócimy,
No i - do następnej zimy...

Oby w roczku, co nadchodzi
Wiatr nam nie wywracał łodzi,
Tylko żagle niech wydyma
Łajbie co się kursu trzyma.

Niech rok nowy dobry będzie,
Byśmy dopłynęli wszędzie
Dokąd zmierzamy i gdzie chcemy,
I kiedy tylko zapragniemy.

Pod kilem zawsze stopy wody,
Zimnego piwka dla ochłody,
Słonka ciepłego, mnogości wrażeń,
Wiatrów pomyślnych, spełnienia marzeń :-)

Tęskność
Tytuł roboczy. Tematyka podobna do dwóch powyższych ;-) Wierszyk sklecony w pracy podczas nudnego popołudnia 20 lipca 2004.

Nieba błękit wzrok raduje,
promień słońca szybę łechce,
a jestestwo się buntuje,
bo pracować już się nie chce.

Marzy mi się wiatru powiew,
biały żagiel gdzieś w oddali,
ciągle się pojawia w głowie
widok roztańczonej fali.

Dusza boli, w sercu kłuje
i powietrza jakby brak
chyba zaraz tu zwariuje
niech to wszystko jasny szlag...

Żar wylewa się z przestworzy,
niebem suną białe chmurki
w taki dzień nietrudno tworzyć
te i tym podobne bzdurki ;-)

Mokre Pieczyska
Napisany podczas deszczowego dnia w Pieczyskach - w ostatniej zwrotce nieco poniosła mnie fantazja ;-) Lipiec 2005.

Niebem suną ciemne chmury,
burza błyskawice ciska,
świat wokoło szarobury,
mokną w deszczu dziś Pieczyska.

Moknie łabędź, perkoz, kaczki,
mokną łódki na jeziorze,
trzciny, drzewa oraz krzaczki,
dróżki i ścieżynki w borze.

Moknie sklep i bar, i keje,
mokną okoliczne lasy,
grunt się zmienia w mokrą breję,
ech, do bani takie wczasy!

Dziura w dachu, skrawek nieba,
w kącie pełna wody miska,
znowu ją opróżnić trzeba,
mokną w deszczu dziś Pieczyska.

Czarologia stosowana
Czerwiec 2005. Powstał przy okazji szaleńczego pisania jakiegoś opowiadanka.

Zatrzaśnięte w mojej głowie,
Tak spragnione dziś lekkości,
Różnych myśli całe mrowie
Rwie się dzisiaj ku wolności.

Jak wodospad, co w kaskadzie
Wodą w dół po skałach spływa,
U podnóża gór się kładzie,
Kamień rzeźbi i omywa... 

Pogmatwane i skłębione
Myśli płyną nieprzerwanie,
Pełne życia, wyzwolone...
Słowo... Wyraz... Całe zdanie... 

Rozbudzone, rozedrgane,
Jedne drugie popychają,
Kolorowe, roześmiane,
W znaków ciąg się ustawiają.

Moc odczucia nieziemskiego,
Myśl w przelocie przyłapana,
Magia słowa pisanego,
Czarologia stosowana.

Grabiarz
Koniec października 2004. Utwór zainspirowany widokiem mijanego gdzieś grabiarza i napisany na kolanie w autobusie. Poprzedniego wieczoru... hmm, niewątpliwie coś paliłam... i nie były ty papierosy ;-)

Jak określić można pana,
Co jesienią, zwykle z rana,
Dzierżąc grabie, grabi liście,
Żeby wkoło było czyściej?

Grabi drogi i chodniki,
Schody, ścieżki i trawniki...
By przechodzień przypadkowy
Się na liściach nie wyłożył.

Ogrodnika dać mu miano?
Wszak ogrodu mu nie dano!
Grabarz? Zwykle jeno grzebie
Tych, co duchem są już w niebie.

Czy grabieżcą go nazwiemy?
Grabi wszak, jak wszyscy wiemy...
Grabi, ale nie ograbia,
Więc w grabieżcę go nie wrabiaj.

Po namysłu długiej chwili
Mam już pomysł, moi mili,
Bo rozsądek przecież każe
Żeby nazwać go GRABIARZEM.

Wierszyk bez tytułu... Przykład tego, co może przydarzyć się ludziom spędzającym zbyt wiele czasu w wirtualnym świecie ;-) Rymowanka ułożona podczas "bytności" w temacie "Karczma" na nieistniejącym już internetowym Multi Forum...

Noc się ściele ponad lasem
Czerni głębią aksamitną,
Zza chmur Księżyc wyjrzy czasem,
Tu i ówdzie gwiazdy błysną.

Lecz bór w mroku pogrążony,
Multum dźwięków wciąż pobrzmiewa,
Słychać szept echem niesiony,
Rozedrgane szumią drzewa.

Za krzakami belladonny
Błędny ognik mami, miga,
Gdzie turówka rośnie wonna
Cicho przycupnęła strzyga.

Słychać huk, lecz to nie burza,
Leszy ścieżką gdzieś pomyka,
Zza pnia wiązu się wynurza
Leśna wiła... szybko znika.

Z wiatrem chichot zły się niesie,
To brzeginia znad jeziora,
Odpowiada jej wrzask w lesie,
Krzyczy tak jedynie zmora...

W dali coś zaczyna migać...
Czyżby znowu te błędnice?
Nie, to karczmy światła widać
Przez otwarte okiennice ;-)

Na koniec dość skromny wierszyk, dzięki któremu wygrałam bilet na CHIPPENDALES - Legendary Show from New York ;-) W konkursie należało podać swoją definicję "seksownego faceta". Moje osiem wersów wyceniono na 150 PLN, choć nie w gotówce ;-) Wrzesień 2007.

 

 

 

Miły, czuły i namiętny,
i do przytulanek chętny;
uśmiechnięty sympatycznie
i pachnący apetycznie;
przystojniaczek, silny, gibki,
a w pościeli nie za szybki;
noc za nocą przecudowny,
oto facet jest seksowny!

 

 


Wszelkie prawa zastrzeżone. Copyright © 2001-2015 by Liv